Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szopka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szopka. Pokaż wszystkie posty

sobota, 4 stycznia 2014

Tło do szopki step by step.









Jak tam początek nowego roku? Żyjecie po sylwestrze?


poniedziałek, 30 grudnia 2013

Wreszcie wracam z czymś nowym. Moje dosłownie największe dzieło w życiu. 
Przez prawie trzy tygodnie przed świętami malowałam tło do szopki w kościele. Notka dopiero teraz bo albo święta, potem urodziny siostry i jakoś tak czas leciał. A raczej jego brak :)

Obraz ma wymiary 2x3,6m, malowany akrylami na płótnie domowej roboty. Tworzone jak widać w trzech częściach dlatego też musicie wybaczyć różnice kolorystyczne ponieważ każdą część miałam osobno, pojedynczo w domu. Było z tym mnóstwo zabawy, zarówno w tym pozytywnym sensie (codzienne malowanie, ogromny format, coś czego jeszcze nie robiłam) jak i tym negatywnym (problemy z transportem czegoś tak dużego, zabierało mi sporo miejsca w pokoju, terminy mnie goniły).

Widzę kolejny plus z rzucenia studiów, gdyby nie to w życiu nie miałabym czasu i sił na podjęcie się takiego wyzwania. Tak na marginesie z programowania ponoć dawano mi jeszcze w grudniu szanse, słodko :P






Gorąco pozdrawiam i życzę udanego sylwestra, obyście go nie pamiętali :)

środa, 20 listopada 2013


No i po premierze Muse "Live at Rome Olympic". 
Pierwszy raz przyszło mi do kina pójść całkiem sama, delegacje to zło. 
Początkowo nie wiedząc jeszcze, że premiera odbędzie się również w Rzeszowskim Multikinie chodziła mi po głowie wycieczka aż do Krakowa w celu obejrzenia relacji z koncertu. Wczoraj po seansie, na szczęście na miejscu, stwierdziłam, że pewnie było by warto pokonać aż tyle kilometrów. 
Każdy koncert Muse oglądany w znośnej jakości, oraz przy jakimś sensownym poziomie dźwięku wbija mnie w fotel i odgradza od rzeczywistości, nawet oglądany na ekranie monitora. Co dopiero sala kinowa. 
Znając mnie dvd z koncertu nabędę choćbym miała na nie żebrać. 

Oczywiście bez drobnych łez się nie obyło, przecież nie będę ryczeć jak bóbr, to tylko film :)
Sam koncert był niezwykle udanym "przedstawieniem". Polityk przy "Animals" i sekretarka podczas "Feeling Good" oraz później ich ciała w trumnach gdzieś tam w przestrzeni pod sceną byli dla mnie nie małym zaskoczeniem. I te kilkaset tysięcy ludzi skaczących w rytm jednej piosenki. Zawsze mnie to zachwyca. 

Pewnie będę to przeżywać jeszcze przez dwa, trzy dni, po czym mój poziom tęsknoty osiągnie kolejny etap i nawet koncert Muse na to nic nie pomoże. Ale jakoś przeżyję do następnego weekendu. Mus(z)e :)

* * * 

Tak z innej beczki, nie chodzę już na uczelnię od tygodnia. Od razu widzę zmiany w moim nastroju, zniknęło chroniczne zmęczenie, wiecznie poirytowanie i ciągły stres. Chciałam bym ambitna, ale nie wyszło. Mam teraz znów za dużo czasu wolnego, więc przeglądam oferty pracy dodatkowej. Może nuż się coś trafi. Jednak do mojego październikowego trybu życia zdecydowanie nie planuję wracać. Czuje się szczęśliwsza mając siłę choćby na to by po powrocie do szkoły "żyć", a nie spać.
 Myślenie o tym, co dalej robić w życiu odkładam do 2014 roku. 

W niedzielę wybieram się na szkolenie z hybryd, miałam w planach zakup lampy UV jednak jak zwykle brakuje mi funduszy, mimo iż "studentem" już teoretycznie nie jestem. Jednak z legitymacją się tak szybko rozstawać nie zamierzam, czemu sobie odmawiać tylu zniżek. 

Zlecono mi również namalowanie ogromnego tła do szopki, jednak sprawa nadal nie jest dogadana, więc może czasem nic z tego nie wyjść. Choć akurat obecnie miałabym na to wystarczająco czasu.

żeby nie przedłużać tej jakże życiowej notki kończę i pozdrawiam :)